Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział 1:Siedemnaste urodziny.
Nadeszło lato.Rodzice Harry'ego i Neville'a
wpadli na pomysł by zrobić im razem urodziny.
nadszedł 31 lipca.Harry ubrał się ładnie.Na
przyjęcie przyszli ich przyjaciele.Dostali
prezenty.Ginni nie miała prezentu.Podeszła do
Harry'ego.
-Nie mogłam się zdecydować z prezentem-rzekła
Ginni
-To nic-rzekł Harry
Ginni pocałowała go.Harry odwzajemnił jej
pocałunek.Wszyscy uśmiechali się.Ginni spojrzała
mu głęboko w oczy.Harry uśmiechnął się do niej.
Z deportował się Ron z Hermioną.Złożyli im
życzenia.Wszyscy zasiedli do stołu.Zjawił się Dumbledore.Przeprosił za spóźnienie.Wszyscy
odśpiewali sto lat.Kiedy się najedli James
wstał i poszedł na górę.Wrócił z gitarą.
W pokoju stało stało pianino więc Harry
się zastanawiał czemu jego ojciec nie gra
na pianinie.
-Tato przecież stoi pianino-rzekł Harry
-Roztrojone-rzekł James
-Ja nastroję pianino-rzekł Harry
James zaczął grać.Harry nastroił pianino.
Sprawdził jak się gra.James skończył grać.
-Nastroiłeś?-spytał James
-No jasne.Dla mnie to łatwizna-rzekł Harry
-Umiesz grać na pianinie i gitarze?-spytał
James
-Umiem-rzekł Harry i wziął gitarę ojca.
Wszyscy byli ciekawi co zagra Harry.
-Oh baby you're too pure
You're too pure for this wicked world
Your data's uncorrupted
But does something skip inside you?
That's what takes up time in this life
Add up the sum of the slights and
Sooner or later
Love comes inside you, gets behind you
Takes you under it's wing
Is it some kind of function?
A reconstruction of what you've always been?
Sense memory, that's so passes
Is that what passes for vision these days?
I engineer no strangeness
I don't have that modern streak
What fills up this space in your life?
Does the sum of the slights hurt?
Sooner or later
Love comes inside you, gets behind you
Takes you under it's wing
Is it some kind of function?
A reconstruction of what you've always been?
Time can't hurt you
I can't be bothered to get you alone in
this world
You can do it you self, but make your
ends known to your means and your lovers
Drop your guard, get over yourself
Kick your shoes to the floor and
Run from your cover, run to the other side
of your head and I'll stand right by you
Love comes inside you, gets behind you
Takes you under it's wing
Is it some kind of function?
A reconstruction of what you've always been?
Love comes inside you,gets behind you
Takes you under it's wing
Is it some kind of function?
A reconstruction of what you've always been?
Time can't hurt you
I can't be bothered to get you alone in
this world-zagrał Harry
-Zagraj jeszcze inną-prosił Ron
-Dedykuję ją Ginni-powiedział Harry
Harry zaczął grać.
-Między nocą a dniem
Zawieszony niczym sen
Taką drogę znam
Lecę nisko, lecę sam
Czy usłyszę cię?
Tak na prawdę tego chcę
Czas ucieka i
co raz trudniej znaleźć się
Ale dziś z całych sił będę żyć
Cały świat, razem z nim tylko my
Między nocą a dniem
Nagle zatrzymałem się
Całkiem inny stan
Lecę dalej lecz nie sam
Ale dziś z całych sił będę żyć
Cały świat,razem z nim tylko my
-Fajnie się tego słucha-rzekła Hermiona
-Nawet jak jest się uduchowionym-rzekł George
-O czym ty mówisz?-spytał Harry
-Napadli na nas śmierciożercy-rzekł Fred-George stracił ucho
-No i jestem uduchowiony-rzekł-ucho mi uratowali lekarze.Brawo dla nich
-Chyba mu uszkodzili mózg-rzekł Fred-ciągle wali jakieś teksty o uduchowieniu.
Harry zaczął się śmiać.George zaczął się wygłupiać.Fred patrzył na brata ze strachem.
Harry położył gitarę.Wstał,ale ze śmiechu nie mógł utrzymać równowagi.Przyszła Dora.Miała smutną minę.Harry przestał się śmiać.Dora złożyła mu
życzenia.Szepnęła coś na ucho.Potem wyszła z domu.Harry zatrzymał ją.
-Dora zostań-rzekł Harry
-Ja muszę wracać-rzekła Dora-obowiązki wzywają.
-Dora,ale...
-Nic nie mów Remusowi i Zakonowi-rzekła Dora i
wyszła.
Harry był w szoku totalnym.Nie było już mu do śmiechu.Spojrzał wrogo na Remusa.
-Co ci mówiła Dora?-spytał Remus
-Nie powinien pan być z żoną?-odpowiedział Harry
pytaniem na pytanie
-Skąd wiesz,że jestem z Dorą?-spytał
-Powiedziała mi coś.od razu pomyślałem,że
jesteście małżeństwem-rzekł
-Jesteś bardzo bystry-rzekł Remus
-Dlaczego ją zostawiłeś?!wrzasnął Harry-chcesz
by sama zajęła się tą odpowiedzialnością?
-O czym ty mówisz?-spytał Lupin
-Dora spodziewa się dziecka!o tym mówię!
Będziesz ojcem!A wydaje mi się,że chcesz
uciec przed odpowiedzialnością jaka spoczywa
na dziecku!Tak zachowują się tchórze i nieodpowiedzialni ludzie!-rzekł głośno Harry
-Jak śmiesz mi mówić coś takiego!-wrzasnął Lupin i wycelował w Harry'ego różdżką
-Próbuję ci uświadomić,ze jeśli ma się dziecko to trzeba rzucić to co się wydaje ważniejsze od niego.Powinieneś być przy Dorze,teraz kiedy
ona najbardziej cię potrzebuje.Chroń swoją
rodzinę puki Sam-wiesz-kto nie dostanie jej
w swoje ręce.On nie będzie się targował.Nie
w jego naturze jest wyrozumiałość dla wrogów.
Nie licz na rodziców Dory,bo nawet oni mogą
stać się ofiarami.Dora potrzebuje cię-rzekł
Harry-ja chronię Ginni.Wracam do Hogwartu
po to by się nią jakoś po kryjomu zaopiekować.
-Tylko ty nie jesteś wilkołakiem jak ja-rzekł Remus-nie wiesz co ja zrobiłem temu niewinnemu
dziecku.Lepiej będzie mu bez ojca,którego będzie
miało się wstydzić
-Kto miałby się ciebie wstydzić?-spytała Hermiona
-Nie wiem Hermiono-rzekł Harry-ja bym się wstydził
Remus był roztrzęsiony.W jego oczach pojawiły
się łzy.James i Zakon woleli się nie wtrącać.
Remusie.Dora cie potrzebuje-rzekł Harry-nie udawaj kogoś kim nie jesteś.Wróć do niej.Zajmij się nimi
jak tylko potrafisz.Zabierz ich daleko za granicę.
Ratuj niewinne życie twojej rodziny.Czasem trzeba
przestać myśleć o własnym bezpieczeństwie.Czas
zacząć mieć na uwadze większe dobro
-Masz racje.Muszę zająć się rodziną-rzekł Remus
i deportował się.
Hermiona patrzyła na Harry'ego z niedowierzaniem.
Pokręciła lekko głową.Harry wzruszył nieznacznie ramionami.Hermiona podeszła do Harry'ego i położyła rękę na jego ramieniu.
-Dzięki tobie Remus zrozumiał jak ważna jest
rodzina-rzekła Hermiona-wszystko będzie dobrze.
-Nie powinienem nazywać go tchórzem-rzekł Harry-przesadziłem.
-Masz racje nie powinieneś-rzekła
-Jeśli to tchnęło go do powrotu to możne warto było-rzekł Harry
-Nawet jeśli-rzekła.
Spojrzała na niego ze współczuciem.Ron i Hermiona objęli go ramieniem.Harry się uśmiechał.Za takich
przyjaciół jest w stanie oddać życie pomyślał.
-Harry o czym przed chwilą myślałeś?-spytała
Hermiona
-Za takich przyjaciół jak wy jestem w stanie
oddać życie-odpowiedział jej zgodnie z tym
co pomyślał
-A my za takiego przyjaciela-rzekł Ron
Harry uśmiechnął się promiennie.Wiedział,że
musi znaleźć Nagini i ją zabić.Miał jeden cel.Odwiedzić dom dziadków i ich grób.Żal
mu było tylko zostawić na chwilę Ginni.
James zaczął rozśmieszać Syriusza,Moody'ego,
Molly,Lily,Freda i George.Nawet Albus się
przyłączył
-Na ręce trzymałem czekoladową żabę.Harry
nie mógł się oprzeć takiej pokusie jaką była
ta czekolada.Patrzył się z zainteresowaniem na
żabę.W końcu powoli zaczął iść.Nawet nieźle
mu to szło.Kiedy zjadł czekoladę był z siebie zadowolony.Cały śpioszek pobrudził.Najlepiej
jak się śmiał.Prawie równowagi nie mógł utrzymać-rzekł James
-To mu zostało-Syriusz
-On jak był mały lubił bawić się w szukano.
Czasem było go trzeba pilnować.jak pojawił się
James i Syriusz na horyzoncie to koniec był.
Musiałam im zabierać Harry'ego.Harry jak
dostał kolki to był koszmar.Uspokoić się
nie dało.Jak dostał eliksir to spał.Spał
cały dzień.Nic nie było w stanie go obudzić.
Nawet fajerwerki nie byłyby go w stanie obudzić.
Odziedziczył to po ojcu-rzekła Lily
-Po tobie te widzi mi się-rzekł James-już raz dostałem od niego butelką po głowie.Mleko było
mu za ciepłe.
-Bo zrobiłeś za ciepłe-powiedziała Lily
-Harry uważał,że jego mama jak jest zła
podobna jest do rozwścieczonego czerwonego
smoka.Nie raz patelnią dostałem za to od Lily-rzekł Rogacz
-Potem Harry mnie przeprosił i powiedział,że
jestem najukochańszą mamą na świecie,a jego
tatuś zarozumiałym ptysiem-rzekła
-Ptysiem?-zdumiał się Łapa
-No tak-rzekła Lily-jak obraził się na ojca to udawał,że go je.James zwykle był jego ulubionym ptysiem.Harry uwielbiał ten krem z tych ptysi.
Ciasta nie ruszył-rzekła
-Kiedy miał założoną tiarę i był cały od czekolady wyglądał jak mały potworek z bagien.jak pokazałem
mu jak wygląda w lusterka to prawie się przewrócił
ze śmiechu-rzekł Rogacz
-Był naszym małym potworkiem-rzekła Lily
Artur,Molly,Moody,Albus,Syriusz,Fred,George i
Bille zaczęli się śmiać.James i Lily też
zaczęli się śmiać.
-Harry potrafił latać na miotle zanim nauczył
się chodzić,bo jego tatuś musiał się uprzeć by
zrobić z niego zawodnika Stulecia i uważał,że
chodzić nauczy się sam-rzekła Lily
-Harry jest najmłodszym w stuleciu zawodnikiem Quidditcha-rzekł Fred-prawie przez ten wybryk z Malfoy'em wyleciał ze szkoły,a tu takie rzeczy.
Harry jest najlepszym szukającym jakiego znam.
On wszystko zauważy szybciej niż my.Wywęszy
wszystko co jest mu podejrzane.Działa sto razy szybciej niż ministerstwo magii.Hermiona i Ron
zawsze są z nim.Hermiona zawsze dużo się uczy.
Wykracza z wiedzą
-Harry jak był mały to wyczarowałam mu płatki śniegu.Histerii chyba dostał.Cały czas się śmiał.James miał co się uganiać za raczkującym Harrym.Jak Harry dosiadał miotły.To wszystko
było trzeba schować.Raz o mało co nie zabił
kota.Zbił wazon.James zaczął się podniecać.
Harry miał dwa latka to zaczął go trenować.
Nie raz lądował zimą w zaspie.Oburzony
przychodził do domu-rzekła Lily
-Zawsze dostałem ochrzan od Lilki za
małego-rzekł James-i tak robiłem swoje
Harry zachłysnął się piciem,które właśnie pił.
Ron go poklepał.Harry zerwał się gwałtownie z
krzesła i pobiegł do łazienki.Zwymiotował do sedesu.Czuł się koszmarnie.Położył się na
kafelki i poczuł senność.Zmusił się do przytomności.Do drzwi zapukała Hermiona
-Harry w porządku?-spytała pukając do drzwi
-Harry odezwij się-rzekł Ron
Harry resztkami sił sił otworzył drzwi na pomocą zaklęcia.Ostatnie co zapamiętał to przerażone
twarze Ron i Hermiony pochylające się nad nim.
Potem usłyszał ich wołanie o pomoc.Przybiegł Zakon,ale dla niego był to bezsensowy tupot
stóp.Nic do niego nie docierało.
siodmy-rok-plus-dalsze-losy-harryyego-pottera 16/07/2009 21:50:24 [
Powrót]
Komentuj
|| Jagolajda ||
Boziuuu nie róbcie z Harrego Biebera! litości!!!!
|| brak www || data: 17/07/2011 17:04:28
82-160-116-6.tktelekom.pl || IP: 82.160.116.6
|| AnaBell ||
Twój charakter pisania jest beznadziejny. W tekstach brakuje spójności, ale ortografia i interpunkcja też zostawia wiele do życzenia. Radze ci skasować ten blog i zacząć słuchać na języku polskim.
|| brak www || data: 12/08/2009 12:25:43
brak hosta || IP: 217.98.72.130